Dyskusja z salonową większością nie jest możliwa. Salonowa większość wie lepiej i nie przekonają jej żadne argumenty. Gdy skrytykowałem uchwałę lustracyjną z 1992, tradycyjnie dowiedziałem się, kim jestem. Bo salonowa większość uznaje tylko argumenty ad personam.
Dziś zatem przedstawię tę uchwałę wyłącznie oczami ówczesnego premiera. Parę lat później m.in. w wywiadzie dla TVP i w książce "Prosto w oczy" (wywiad-rzeka Ewy Polak-Pałkiewicz) Jan Olszewski tak mówił o uchwale Sejmu i o hipotezie, jakoby podjęto ją w uzgodnieniu z jego rządem:
Spektakularnie kompromitująca (...) fatalna w swej konstrukcji i o nieracjonalnej formule (...) Trudno sobie wyobrazić inspirowanie przez nas uchwały o treści tak zupełnie idiotycznej (...) W takiej formie wykonać lustracji nie było można (...) Gdyby inspiratorem tej uchwały był sam Macierewicz, to bym powiedział, że po prostu był samobójcą (...) To naprawdę była uchwała bardzo niewygodna w tym momencie dla rządu.
Olszewski jasno stwierdził też, że uchwała była niewykonalna, bo żądała ujawnienia agentów, a MSW mogło co najwyżej udostępnić posłom zawartość archiwów nie wyrokując, co z nich wynika.
Tyle Jan Olszewski. Czy to możliwe, że nie ma racji? A jeśli tak, co go opętało? Chciał się komuś przypodobać? Adamowi Michnikowi? Proszę, wyjaśnijcie mi to równie jasno, jak to zrobiliście w moim przypadku.








"Projekt uchwały o przedstawienie Sejmowi „pełnej informacji” o politykach „będących współpracownikami UB i SB” zgłosił klub Unii Polityki Realnej. Jego lider Janusz Korwin-Mikke wielokrotnie zaprzeczał, że konsultował swój pomysł z ministrem [Antonim] Macierewiczem. Nie przeszkodziło mu to jednak oświadczyć „Gazecie” (5 czerwca): „Do złożenia wniosku zainspirowały mnie rozmowy z ministrem Macierewiczem, który skarżył się, że na ujawnienie agentów potrzebuje zgody Sejmu (...)”. Co więcej, jeden z posłów z komisja Ciemniewskiego powiedział, że w kasie czy sejfie przejmowanym w MSW znalazły się dwa maszynopisy projektu uchwały lustracyjnej z odręcznymi poprawkami, bardzo podobne do tego, co uchwalił Sejm.
Początkowo projekt nie mówił, do kiedy minister ma poinformować Sejm o wynikach akcji lustracyjnej. Daty uzupełniono już 4 czerwca, po konsultacji z MSW. Korwin-Mikke podkreśla w swoim liście publikowanym w „Gazecie”, że nie przyjął wszystkich poprawek proponowanych przez ministra Macierewicza. Na przykład odrzucił pomysł ministra Macierewicza, aby ujawniać nie tylko współpracowników, ale nawet „świadomych kandydatów na współpracowników UB i SB”. Listy by mogły wtedy być znacznie dłuższe".
Przypomnę może jeszcze, aby było bardziej kuriozalnie, że JKM to ten polityk, który rok wcześniej, czyli w 1991 r. dał ogłoszenie w swojej gazecie, że każdemu, kto mu dostarczy materiały udowadniające, że Geremek to tajny agent SB, da 10 milionów złotych. Aby było jeszcze "śmieszniej", przytoczę co sam Macierwicz mówił o takich praktyckach już po 4 czerwca 1992 r.:
""— Jeden z tygodników polskich ukazujacych się w USA, "Gazeta Polska", wyznaczył nagrodę: "5.000 dolarów za agenta". Redakcja gazety pragnie otrzymać materiały ujawniające działalność agentów służb specjalnych wśród Polonii. Co Pan sądzi o takim postępowaniu?
AM: — Być może obyczajowość w Stanach Zjednoczonych jest odmienna od obyczajów w Europie. Delikatnie mówiąc, uważam to za zachowanie dalece niestosowne!
— Dlaczego? Przecież Pana zadanie w Polsce było podobne — ujawnienie tajnych współpracowników służb specjalnych.
AM: — Gdyby zastanowił się pan nad tym pytaniem, to by go pan nie zadał. Oczywiście, może pan powiedzieć, że byłem płatnym urzędnikiem państwowym w czasie kiedy wykonywałem tę Uchwałę. Możnaby także dokonać następujacego przeliczenia: liczbę osób, o których przekazałem Sejmowi informacje wykonując tę Uchwałę można podzielić przez moja pensje i sprawdzić ile dolarów otrzymałem za jedna osobę.
AM: — Chyba jednak nie chodzi tutaj o takie przeliczenie. Na Pana bowiem bezpośrednio spadł obowiązek nałożony przez Sejm na ówczesny rząd premiera Olszewskiego.
AM: — Dlatego też pana porównanie uważam za niestosowne. Ja po prostu realizowałem swój obowiązek, a tutaj mamy — jak rozumiem — pomysł rozpisania nazwijmy to "polowania na głowy". Jest to wezwanie do łowców głów".
Nie będę rozwijał analizy tego relatywizmu moralnego, który kryje się pod postaciami ludzi ze spiżu i bez żadnej skazy moralnej.