
Ta hala stoi naprzeciwko "naszej". Jeszcze stoi.

Dźwigi także. Niemal gotowe do pracy, gdy spojrzeć z daleka.

Złudzenie pryska po kilku sekundach. Te pejzaże są martwe.

Tu dziś życie się toczy. Siedziba "Wyspy". Owszem, to za mało, by ożywić Stocznię. To jej nie zastąpi. Nie ukoi żalu po niej.Co nie znaczy, że chcę ten żal demonstrować codziennie i wszędzie, że nie mam poważniejszych zmartwień. Nie znaczy, że gdy nie ma Stoczni, to nie ma też "Solidarności".









"Byłem w stoczni w sierpniu 1980 i osiem lat później w maju i wrześniu 1988. Mogłem porównać pierwszy strajk z ostatnim - tym, z którego wyszedł Okrągły Stół. To były dwa zupełnie różne strajki. W sierpniu wszystkie rozmowy z delegacją rządową były publiczne, cała stocznia słyszała je przez radiowęzeł. W 1988 panowie zakopali się w styropianach, zwykłych robotników nie wpuszczano, w pewnej chwili Wałęsa pojechał nawet do Warszawy. Ja tymczasem zaglądałem do Stoczni Remontowej, do załóg i widziałem że ich nastroje są zupełnie inne niż nastroje negocjatorów. Oni już grali swoja grę. W tym momencie to przestała być moja sprawa. Wychodziliśmy ze Stoczni różnymi bramami."
wywiad Tomasza Fiałkowskiego z Mariuszem Wilkiem dla Tygodnika Powszechnego, Kraków 09.1998