Ta *.* Solidarność
-
@calkiemnikt
Z Leszkiem łatwiej może będzie rozmawiać u Leszka. Link w tekście.
-
fajne piosenkie slyszolem
tekst piosenki Nie ma wody na pustyni - Bajm
Nie ma wody na pustyni
Nie ma, nie ma wody na pustyni, a wielbłądy nie chcą dalej iść
Czołgać się już dłużej nie mam siły, o, jak bardzo, bardzo chce się pić
Nasza karawana w piach się wciska, tonie w niej jak stutonowa łódź
Nasz kapelmistrz patrzy na nas z bliska, brudne włosy stoją mu jak drut
Nasz kapelmistrz pije stare wino, w oczach jego widzę dziki blask
Spił się już dokładnie tak jak świnia i po tyłkach batem bije nas
Ref.:
La, la, la, la, la, la, la, la, la, la
La, la, la, la, la, la, la, la, la, la
Pustynia wciąga nas od głowy do pięt
Wypala oczy, suszy ciało i krew
I tylko tra, tra, tra, zgrzyta w zębach piach
Słońce opala brzuchy, wiatr tarmosi nasze ciuchy
Ref.
Tylko piach ! Suchy piach !
Tylko piach ! Suchy piach ! Tylko...
Nie ma, nie ma wody na pustyni, a przed nami jeszcze drogi szmat
Czyja to jest kara, kogo wina, że czołgamy się już tyle lat ?
Nasz kapelmistrz pije stare wino, w oczach jego widzę dziki blask
Spił się już dokładnie tak jak świnia i po tyłkach batem bije nas
Ref.
Pustynia wciąga nas od głowy do pięt
Wypala oczy, suszy ciało i krew
I tylko tra, tra, tra, zgrzyta w zębach piach
Słońce opala brzuchy, wiatr tarmosi nasze ciuchy
Ref.
-
Moze dla podtrzymania watku winien Pan zamiescic
jakas swoja gola fotke. Np. z balkonu na tle Kaczynskiego...?
Zaden tam zart. Jak nie bedzie wpisow, to ostatnie zrodelko sie wyczerpie.
-
@kujot, december
Jakieś a propos?
-
Krzysztof Leski
Napisałeś, ze "Tekst Leszka jest kontrowersyjny, ale kapitalny".
Cóż... Ja napisałabym, że jest do bólu prawdziwy, a przez to i kapitalny, i kontrowersyjny.
-
@gabrielpiotr
Przedstawiłem kilka wybranych myśli, z którymi się nie zgadzam. Czy muszę się ze wszystkim zgadzać? Ulisses to podobno arcydzieło.
-
troche takich luźnych uwag bo chyba wreszcie...
.. muszę poddac sie choróbsku....
Nie sądzę by udał sie eksperyment komitetów obywatelskich jako zamienników dla partii politycznych. To że demokracja jaka znamy oparta jest jednak o rywalizacje między partiami politycznymi nie jest chyba przypadkiem. Powie Pan , że mamy takie partie jakie mamy więc powinniśmy wówczas spróbować i może byłoby inaczej... Widzi Pan wg mnie lata osiemdziesiąte z oczywistych względów nie były latami uzewnetrzniania sporów politycznych w łonie opozycji. Tak, one istniały , byłoby nienormalne gdyby ich nie było ale warunki nie pozwalały na normalna debatę . Nie dziwota więc , że po 89 musiały wybuchnąć podsycane zrozumiałymi ambicjami.. Potem te ambicje były juz bardziej przerosniete i juz były mniej zrozumiałe. Mysli Pan , ze komitety obywatelskie byłyby dobrym miejscem do ucierania sie tych róznych poglądów i temperowania ambicji ? Jeśli powie Pan "TAK" to znaczy , ze jest Pan nosicielem mitu "pierwszej Solidarności" :))))) Więc do pisania siadać proszę !!!!!
-
@rudeboy
Czy dziś są jakieś popularne imieniny?
-
@zapluty
W sprawie komitetów się zgrubsza zgadzamy - zachęcam do polemiki z Leszkiem u niego. Co do zaś nosicielstwa mitu - pewnie, że chciałbym o tym napisać, ale na to trzeba samozaparcia, które Leszek ma, a ja jakby mniej. Nie dziś ;)
-
tak tylko
rachunek za gaz mnie przyszedl.
Siem ja usmiol.
Pywnie z powodu tyj domieszki co jo do gazu dokladajo, chalupe grzeje a w chalupie zimno. Piec chodzi jak przy mrozie ponad 20 celcjuszow a w chalupie chlod.
No cuda panie cuda. A i gaz zminil kolor, byl niebieski a teraz jest zolty.
Kurna co jest panie Krzysienku Czego one z tych pegenigow albo inszych do tych rurkow dokladajo?
ktos siem zna ?
-
@kujot
Wody dolewają, Panie, wody do gazu dolewają.
-
@rudeboy
Niewiele mi pozostało, skoro post na temat raczej poważny wywołuje niemal wyłącznie odjazdowe komentarze, jakby dotyczył dopalaczy.
-
@rudeboy
Na...? Ma być rym czy...?
-
każdy powinien przeczytać ten post
Ma rację KL. To jest niesamowity esej. Tak bardzo od środka i tak bardzo z bagażem niespenionych marzeń wielu, szeregowych członków i sympatyków Solidarności.
Gdzie podziała się zyczliwość i chłonięcie każdej chwili, każdego zdarzenia, jako efektu współnych dążeń.
Pana esej w polaczeniu z mrówcza praca Aleksandra Ściosa..
Sporo wniósł tez z srodka tygla Lech Zborowski.
Etos działaczy rozmieniony na drobne,...( albo grube ,ale portfele).
Jeden życioryz opozycjonisty ma być lepszy od drugiego...
To bardzo, bardzo wazny wpis
Pozdrawiam serdecznie
-
każdy powinien przeczytać ten post
Ma rację KL. To jest niesamowity esej. Tak bardzo od środka i tak bardzo z bagażem niespenionych marzeń wielu, szeregowych członków i sympatyków Solidarności.
Gdzie podziała się zyczliwość i chłonięcie każdej chwili, każdego zdarzenia, jako efektu współnych dążeń.
Pana esej w polaczeniu z mrówcza praca Aleksandra Ściosa..
Sporo wniósł tez z srodka tygla Lech Zborowski.
Etos działaczy rozmieniony na drobne,...( albo grube ,ale portfele).
Jeden życioryz opozycjonisty ma być lepszy od drugiego...
To bardzo, bardzo wazny wpis
Pozdrawiam serdecznie
-
KL
Wody dolewają, Panie, wody do gazu dolewają.
Chyba tam, zaczynają pracować "redachtory".
Telefony dzwonią?
-
@rudeboy
Ależ dzięki, nie szkodzi, uśmiechnąłem się :)
-
kawałek historii działaczy z Elbląga
Tadeusz Chmielewski- pierwszy przewodniczący Zarządu Regionu Elbląskiego NSZZ "Solidarność". Jako internowany "element antysocjalistyczny" przebywał w zakładach karnych w Strzebielinku, Iławie, Kielcach, Rzeszowie i Starym Łupkowie w Bieszczadach od 13 grudnia 1981r. do 23 grudnia 1982. Członek elbląskiego samorządu w latach 1990-98, w latach 1992-94 - wiceprezydent Elbląga. Obecnie szeregowy pracownik Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Odznaczony przez Prezydenta RP Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.
- "Ekstrema już śpi, szczekają gdzieś psy, skończyła się wolna sobota, wyruszył sznur suk, rżną buty o bruk, ktoś do drzwi gwałtownie łomota...", tak zaczyna się najpopularniejsza piosenka na temat stanu wojennego. Jak wspominasz dzień 13 grudnia 1981 roku?
- 11 i 12 grudnia odbywało się posiedzenie Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność" w Stoczni Gdańskiej. Każdy z uczestników wiedział, że coś wisi w powietrzu, wszyscy coś podejrzewali, ale nikt nie potrafił sobie wyobrazić, co to będzie. Mieszkaliśmy wtedy w Grand Hotelu w Sopocie. Po obradach wszystkich nas wpakowali do jednego autobusu, choć powinniśmy jechać trzema i ok. 1 w nocy dotarliśmy do hotelu. Sytuacja była podejrzana.
Światła na hotelowych korytarzach nie było, tylko jedno maleńkie w recepcji, w pokojach było. Telefony nie działały, koledzy z Warszawy na próżno próbowali się dodzwonić do domów. Czując się trochę nieswojo, weszliśmy do budynku. Ok. 4 nad ranem zaczęło się walenie do drzwi. Najpierw zabrali Bogdana Szybalskiego. Spojrzałem w okno i zauważyłem ciemne postacie, to zomowcy tyralierą, w kilku rzędach pojawili się na plaży, odcinając naszą ewentualną ucieczkę.
Dodam, że jak przyjechaliśmy do hotelu, to już stało przed nim pełno bud milicyjnych. Pół godziny później przyszli po mnie. Wychodziłem w szpalerze uzbrojonych zomowców, nie widziałem ich twarzy, bo mieli maski, przyłbice, kaski, pały, tarcze. Oni byli gotowi rozprawić się z każdym przejawem wrogości, bo chyba im tak tłumaczyli, że mają do czynienia z potężną armią . Tylko że nie powiedzieli, iż ta armia jest silna duchem i słowem, a nie armatami. Natomiast oni byli uzbrojeni po zęby...Przed hotelem stało ok. 50 milicyjnych suk, którymi nas powieźli z Sopotu na obwodnicę i obwodnicą do gdańskiej siedziby ZOMO.
- A potem do Strzebielinka pojechaliście...
-W Gdańskutrzymali nas cały dzień i po kolei brali na rozmowy. W pokoju to siedziało siedmiu cywilów. Łby mieli pospuszczane, widać, że byli niewyspani, być może i skacowani, bo wrażenie robili przygnębiające. Jeden zadawał pytania, reszta wcale nie była rozmową zainteresowana, było im zupełnie obojętne, co ja mówię, zresztą raczej nic nie mówiłem, bo tak się nastawiłem. Wieczorem dali nam czarnej kawy i jakąś kanapkę z kiełbasą. Wieczorem puścili nam przemówienie generała. A w tym czasie okazuje się, dowiedziałem się po kilku latach, że kilkunastu z nas z tej kilkudziesięcioosobowej grupy wypuścili wolno.., między innymi Michała Powroźnego, szefa "Solidarności" z Olsztyna.
Wypuścili go po godz. 22 , a wiedział, że jest godzina milicyjna, więc nie za bardzo znając Gdańsk, z Kartuskiej biegiem zasuwał na dworzec i tylko patrzył, żeby go nie złapali. Bo później często robili takie numery, z "internatu" wypuszczali, a po chwili podjeżdżali po człowieka. No, Michał jakoś dotarł do Olsztyna, ale niedługo potem znowu go tam zamknęli. A nas przetrzymali do wieczora i przed północą, myślę, że kilkunastu, przewieźli do Strzebielinka. To był zakład karny, którego więźniowie pracowali na budowie elektrowni w Żarnowcu.
Nie wiedzieliśmy, co dalej, bo mało z nami rozmawiano. Nikt nam nie mówił, co się dzieje. Wiedzieliśmy tyle, co Jaruzelski powiedział. Wieczorem w Strzebielinku pozwolili nam obejrzeć Dziennik Telewizyjny. Ale w trakcie Dziennika pan Tadeusz Mazowiecki czy źle się poczuł, czy już tego nie mógł słuchać, nie wiem, jego wypuścili z tego Dziennika. Bo tam nie było tak, że idziesz na telewizję i wychodzisz kiedy chcesz. Wpuścili cię do celi z telewizorem, zamknęli i kazali oglądać. Czy ci się podobało, czy nie. Ale pan Tadeusz nie chciał.
Bo chyba w tym dzienniku ukazał się któryś z trójmiejskich działaczy "Solidarności" ,nagranie było z ukrytej kamery, i powiedział ; "Tak, przygotowywaliśmy się do przejęcia władzy, a premierem miał być Tadeusz Mazowiecki." I panu Tadeuszowi tak się w tym momencie nogi ugięły, że poprosił o wyprowadzenie z tej celi. Chociaż później, jak w Strzebielinku rozmawialiśmy, to Bogdan Szybalski się bawił się w proroka i mówił "Tadeusz, zobaczysz, ty będziesz jeszcze premierem". Może i wykrakał.
- Do obozu dla internowanych w Strzebielinku trafili dwaj elblążanie, Tadeusz Chmielewski i Bogusław Szybalski, członkowie Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność". Ale 13 grudnia internowani zostali także inni elblążanie. Adam Golik, Marek i Mirek Duszakowie, Stanisław Romański., Tadeusz Kaczor, Zenon Perwenis, Andrzej Stojek, Kazimierz Szeszel, Ryszard Kalinowski. Tyle nazwisk pamiętam. Oni pojechali do Iławy, gdzie potem i was dowieziono...
- Do Iławy zwieziono nas nocą z 5 na 6 stycznia. Trudno powiedzieć, czy wymieniliśmy wszystkie nazwiska. Tych ludzi było od groma. W Iławie, w pierwszym okresie, nie mieliśmy ze sobą praktycznie żadnego kontaktu. Mnie np. pilnowali przez dłuższy czas, sam byłem w celi, nie wiedziałem, kto oprócz mnie siedzi. A za próbę kontaktu na spacerniaku zostałem ukarany dyscyplinarnie.. czegoś mi zabronili, czy coś zabrali, nie pamiętam. Jedyny kontakt miałem początkowo, przez ścianę, tylko z Ryszardem Lange, który siedział w sąsiedniej celi.
- A jeszcze później, znowu z Szybalskim i grupą innych internowanych, zostaliście zawiezieni do Kielc, zaś większość z tych internowanych w Iławie elblążan została wypuszczona...
- Wszyscy koledzy z Zamechu siedzieli do marca, podpisali jakieś lojalki, bo w ich imieniu ktoś na wolności zawarł porozumienie z komendantem wojewódzkim MO.
- Czyli został Adam Golik, który wkrótce potem został przewieziony do Kwidzyna...
-Adam, Stanisław Romański, Michał Lubomirski, Dariusz Brzozowski, Zdzisław Zając, Leszek Koszytkowski, Mirek Duszak, Kazimierz Lachowski.
- Co robią teraz ci ludzie?
- Adam ma rentę inwalidzką, Romański jest ciężko chory i opiekuje się nim Mirek Duszak. Wacław Pietuszyński wyjechał do Francji, Waldemar Szatkowski do USA, Mirek Duszak jest obecnie w Warszawie strażnikiem miejskim.
- Darek Brzozowski skorzystał z okazji i wyjechał do Norwegii, podobnie zrobił Zbigniew Ziółkowski. Michał Lubomirski i Zbigniew Łabędzki wyemigrowali do Kanady, podobnie jak Zofia Szyszko, jedyna internowana elblążanka. O Michale jego mama od lat nie ma żadnych wiadomości, Zosia podobno nie żyje. A co robi teraz Leszek Koszytkowski?
- Do niedawna był bezrobotny. Właśnie dostał pracę w bibliotece gminnej.
- A z wykształcenia jest historykiem-archiwistą, byłby zapewne niezłym pracownikiem Instytutu Pamięci Narodowej...
-Też tak uważam. Ale szefom IPN nie odpowiada ani lewa ani prawa opcja, cenią tzw. neutralność i prawdopodobnie obawiają się, że mimo doświadczenia i wykształcenia, Leszek neutralny nie będzie, bo tkwił w solidarnościowej działalności.
- Czyli Koszytkowski nie nadaje się! A poza naszymi elbląskimi internowanymi paru sympatycznych ludzi, wędrując po obozach dla internowanych, poznałeś. Znam Aleksandra Rusieckiego. Kiedy go zamykali był świetnie zapowiadającym się matematykiem.
- Bardzo dobrze wspominam Antka Macierewicza, Stefana Śnieżko, Tadeusza Mazowieckiego, Krzysztofa Wyszkowskiego i Tadeusza Syryjczyka. A Alek Rusiecki to był taki nasz Edison, w obozie w Starym Łupkowie nawet wyrzutnię skonstruował! Pozostałych bliżej nie trzeba przedstawiać. Myślę, że jeżeli ktoś chciał zachować twarz, honor i godność, a posłuchał się Macierewicza, to dobrze na tym wyszedł.
Nie ma co ukrywać, że niektórzy z naszych kolegów nie wytrzymywali atmosfery. O tym się nie mówiło i nikt się tym specjalnie nie chwali, ale próby samobójcze były wśród internowanych. I myślę, że towarzystwo Antoniego, Bogusia Szybalskiego czy Alka Rusieckiego sprawiło, że czas się nie dłużył. Niespokojnym duchem, łotrzykiem i latawcem był Boguś, natomiast Antoni ducha pomagał utrzymać. Radził, na podstawie własnych doświadczeń, jak się zachowywać, co mówić, a raczej nie mówić i nic nie podpisywać. I muszę przyznać, że te rady i postawa Antoniego pozwoliły mi przetrwać w zdrowiu, przede wszystkim psychicznym.
- Jaką opinię masz o funkcjonariuszach służby więziennej z poszczególnych obozów dla internowanych?
-Różnie było. My zachowywaliśmy się wobec nich twardo i hardo. Klawisz był dla nas pierwszym przedstawicielem PRL. Do czego byli zdolni, pokazali już w Iławie, gdzie brutalnie pobili czterech młodych gdańszczan. Chwile grozy przeżyliśmy w więzieniu w Rzeszowie. Wskutek złośliwych restrykcji, jakie zastosowali, doszło do buntu. Do jego uśmierzenia sprowadzono atandy z kilku innych zakładów karnych. Podczas tej nierównej walki więzienie zostało zdemolowane, internowanych rozwieziono po innych ośrodkach odosobnienia, jak to wtedy władza nazywała. Jednak najgorszą perfidią i brutalnością wykazali się funkcjonariusze służby więziennej w Kwidzynie. Tam sprowokowali internowanych do buntu, brutalnie bunt stłumili i jeszcze oskarżyli swe ofiary o czynną napaść. Kilku internowanych prosto stamtąd trafiło do więzienia z wyrokami wydanymi przez elbląski sąd.
- W Łupkowie podobno byli funkcjonariusze nie byli tacy źli?
-W Iławie por. Jankowski był ,no..., powiem po prostu, że źle go wspominamy. Mnie np. wspólnie z kpt. Zygmuntem Wojciechowiczem, zabrał wszystkie prywatne rzeczy, łącznie z dokumentami, z wyjątkiem dowodu osobistego. Poza zegarkiemi i paskiem do spodni nic do mnie wróciło, gdy wychodziłem na wolność. A jeżeli chodzi o Łupków, to tam była taka specyficzna atmosfera, bo to był zakład karny na zupełnym odludziu, nie miał murów, tylko podwójne ogrodzenie z drutu kolczastego wysokości chyba ok. 5 m.
Między tymi drutami biegały potężne psy, cały teren był oświetlony, a wokół były peegerowskie pola, byle jak uprawiane. I ci klawisze, jak nie dorabiali w PGR, to sami mieli kawałek ziemi, więc często on przychodzili do pracy w filcakach, słowem zaharowani chłopi. Atmosfera panowała wzajemnego zrozumienia. My wiedzieliśmy, że musimy tam być, bo nas zamknęli i musimy żyć razem, i że klawisz musi swoje obowiązki wypełniać. Byli grzeczni i uprzejmi. Oni byli zmęczeni tą swoją pracą poza zakładem karnym, więc trochę niechlujnie wypełniali obowiązki służbowe.
Najlepiej świadczy o tym fakt ucieczki Szybalskiego. Klawisze co wieczór przed spaniem robili apele, po to m.in., by dokładnie policzyć internowanych. Jak oni to robili, że im się wszystko zgadzało, kiedy Bogdana od paru dni nie było?
-
@1maud
Myślę, że podobieństwo myśli L.S. i A.Ś. jest pozorne. Ale łączy ich gorycz, za którą nie przepadam, od której jednak sam wolny nie jestem. Czy napisała Pani to u Leszka? Wychodzi na to, że napisał trzy tysiące słów, ważny post, po czym ja sobie podywagowałem w paru zdaniach i znalazłem się z tym na SG... :(
-
@ad53
Nie dzwonią.
-
e tam wody panie krzysienku
Wode to mendia lejo, do rurkow z gazem czegus innego dokladajo
podobno azociku dowalajo dlatego gazik malo kaloryczny jest.
No bo tak . Wstawalem rano i wrzucalem filtr w maszynkie do kawy, wsypywalem swoje cztery
lyzki, nalewalem tyle wody co zwykle -700ml. Naciskalem na guzik i kawka mnie sie
robila. Nastepnie wstawialem czajniczek z woda -tyz 700 ml plus minus 20ml.
Zonka mnie ze wzgledu na cerkie kawki nie pije a zielonyj hierbatki siem domaga.
Zwykle bylo tak ze hierbatka dla zonki wczesniej gotowa byla tzn woda do tymperatury
odpowiedniej ugotowana byla zanim mnie moja maszynka do kawy wode przez filterek
przepuscila.
I se Krzysienku kochany imaginuj, teraz sie tak porobilo ze moja kawka gotowa z maszynk jest, a zoneczka mnie na zwykla wode z czajniczka oczekuje.
Takie cuda nom sie robio.
Zmienil ja kolejnosc. Teraz wstawiam wode dla zonki a potem sie zajmuje kawa dla siebie i ...moja kawa gotowa a woda na hierbatkie dla zonki nie...
No to co jest z tem gazem?
Dlaczego on tak malokaloryczny jest?
-
@alfred kujot
Jak Pan się uchował? Teraz wszystko jest dietetyczne. Jaka coca-cola (zero), takio gaz. Howgh.
-
@ Krzysztof Leski
Chciałbym zwrócić uwagę na moje teksty opublikowane wczęśniej na salonie24, a odnoszące się do Pańskiego komentarza, jak również tekstu Leszka. Pisałem m.in.:
Coraz częściej i coraz bardziej profesjonalnie młodzież z FMW, NZS, WiP czy RSA dokonywała akcji ulotkowych, malowała hasła na murach, organizowała happeningi na ulicach miasta. Z czasem, to właśnie młodzież wzięła na siebie organizację demonstracji i stała się siłą napędową opozycji. To młode pokolenie, a nie „starzy, coraz bardziej wypaleni działacze”, zorganizowali strajki 1988. w stoczni, Uniwersytecie Gdańskim i protesty poparcia w szkołach. Było to wspólne dzieło niezależnej młodzieży regionu gdańskiego jako całości, a nie jakieś indywidualnej, jednej organizacji. 20 lat temu młodzi stoczniowcy, studenci i uczniowie, podjęli walkę z reżimem komunistycznym, jako spadkobiercy Kolumbów – nazywając siebie generacją 1988. Ich działania wymykały się wówczas nie tylko spod kontroli komunistycznych władz, ale i podziemnej „Solidarności”. I tego się pewnie jedni i drudzy wystraszyli. Przyspieszając proces przemian demokratycznych w Polsce, ale i łagodząc zarazem proces transformacji wobec nomenklatury i agentury sowieckiej.
całość: http://mariuszroman.salon24.pl/106879.html
a także:
Dojrzewało pokolenie, które nie przyjmowało do wiadomości, że z czerwonymi można uprawiać jakikolwiek dialog. „Dość paktów z czerwonymi” to było hasło noszone na gdyńskim transparencie FMW. Nie akceptowaliśmy idei okrągłego stołu oraz porozumienia z komunistami. Byliśmy wtedy wierni rządowi polskiemu na uchodźstwie i wspólnie z SW oraz Polską Partią Niepodległościową zorganizowaliśmy w Trójmieście bojkot koncesjonowanych wyborów. Bardzo wymownym akordem było zajęcie w styczniu 1990 r. budynku KW PZPR w Gdańsku, w wyniku którego ujawniliśmy fakt niszczenia partyjnych archiwów. Po kilkugodzinnej okupacji budynku, zostaliśmy jednak rozpędzeni na polecenie rządu Mazowieckiego przez jednostki MO i antyterrorystów. PZPR mogła spokojnie dopalić to, co jeszcze tam zostało. Do naszych adwersarzy dołączył wtedy sam Lech Wałęsa, który zarzucał nam działanie na szkodę kraju. Na dziedzińcu kościoła św. Brygidy wykrzyczał w naszym kierunku: „Brak kultury politycznej”, nazywając nas „agentami bezpieki”. Jako strażnik nowego porządku oznajmił, że jeśli młodzież nadal będzie zachowywać się nieodpowiedzialnie, to: „sam stanie z pasem i będzie lał w dupę”. W odpowiedzi na murach pojawiło się nowe hasło: „Mazowiecki musi odejść”, a na uroczystościach z okazji X-lecia „Solidarności” ulotka sygnowana przez FMW pt. „Kto dzisiaj obłudnie świętuje?”.
całość: http://mariuszroman.salon24.pl/108225.html
Na koniec jeszcze tylko jedna konkluzja, też cytat, ale z jakiegoś innego forum:
W 1988, jako jeden z liderów Federacji Młodzieży Walczącej, uczestniczyłem w zorganizowanym z Wałęsą, spotkanie młodzieży działającej w podziemiu. Spotkanie odbyło się w salce na plebani Kościoła Św. Brygidy, na kilka miesięcy przed wyborami 4 czerwca 1988. Wałęsa miał nas przekonać, aby już nie "dymić", gdyż wszystkie demonstracje solidarnościowe w Trójmieście, organizowała w zasadzie wtedy młodzież, gdyż starsi działacze w zasadzie po kilku latach stanu wojennego, wymiękali po prostu. Dlatego idea walki o „Solidarność” nazwijmy to ogólnie, spoczywała na barkach młodzieży, wchodzącej do działalności podziemnej, niepodległościowej w połowie lat 80-tych. Byliśmy pełni zapału, ale także bezkompromisowi i bardzo ideowi...
Wałęsa spóźnił się i jedyne, co miał nam do zakomunikowania, tylko to, że jak będziemy "dymić", to nie będzie kasy na działalność - bo kasa przychodzi na adres Lech Wałęsa - pokazał nam przy tym "figę". Było to bardzo denerwujące, bo my przecież prawie żadnej kasy i wsparcia nie otrzymywaliśmy, robiliśmy to, co robiliśmy, dla idei. A ten facet nawet tego nie potrafił zrozumieć... ba, w jego świadomości nie było w ogóle to możliwe. Dla niego działalność bez kasy, wogóle nie wchodziła w rachubę... Wtedy straciłem jakiekolwiek złudzenia.
-
@ Krzysztof Leski
PS.
Oczywiście opisywane spotkanie z Wałęsą odbyło sie na kilka miesięcy przed czerwcem 1989. Mogło to być w grudniu 1988 lub styczniu 1989.
-
A wlasnie ze nie!
Nie zgadzam sie! Prostestuje!
Po tym bunczucznym ;) wstepie, zacytuje, czego dotyczy w tekscie leszka:
"Odgórny dobór ludzi decydował o ich przyszłych karierach. Nigdy tego błędu przez minione 20 lat nie udało się naprawić i już nie jest do naprawienia. Oddolnej demokracji – w myśl zasad z 1981 roku – ani też państwa obywatelskiego już nie będzie."
Jak to"nie bedzie"?
Zarowno demokracja jak i panstwo obywatelskie pojawily sie i zaczely rozwijac w krajach, gdzie nie bylo zadnej Solidarnosci ( bo nie nie byla tam potrzebna). Niby z jakiej racji perspektywa podobnego rozwoju w Polsce mialaby byc niemozliwa? Czemu na sluzyc takie dolowanie spolecznosci? Nic, tylko kamien do szyi...?
Tak, leszku, wierze twoim opisom taktych czasow, ale nie wolno ci wyprowadzac wnioskow jak wyzej. Life goes on, dorasta nowe pokolenie, nabywa doswiadczen, probuje rozeznac w meandrach przeszlosci i terazniejszosci, szukac przyczyn, powodow, i sposobow wychodzenia na prosta. Dlaczego uwazasz, ze nie maja na to szans?
Przed Solidarnoscia tez malo kto uwazal, ze cokolwiek moze sie zmienic. W ktoryms z "Zapisow" 1979r. wyczytalam, ze " w chwili obecnej" nie ma szans na wieksze ruchawki spoleczne, ktore stworzylyby sytuacje umozliwiajaca kruszenie komunistycznej skorupy, zakladajac, ze czeka nas ca 20 lat do takiego stanu.
Wkurzylo mnie wowczas takie wrozenie z fusow ( szybko okazalo sie, ze slusznie) wkurza mnie i dzis joczenie, ze "oddolnej demokracji i panstwa obywatelskiego juz nie bedzie".
Sek w tym, leszku, ze demokracja z a w s z e jest oddolna, ale to temat na na dyskusje.
Kaska
-
Dopiero co zajrzałem do salonu...
Nie wiem co odpowiedzieć.
Tak z biegu. Chyba nie uważam, że w pełni można było odrodzić w 1989 r. oddolną samorządność - prawdziwą demokrację, ale gdyby choć na kilkadziesiąt procent, to wówczas odrodzenie się "S" nie pociągnęłoby za sobą masowego konformizmu i nepotyzmu. Bylibyśmy o wiele dalej w rozwoju kulturalnym i cywilizacyjnym gdybyśmy czuli dalej jakąkolwiek wspólnotowość - jak w 1980 r. A tak szare pionki od razu wyczuły, że wszystko zależy od partyjnego lidera). Wystarczyło by może gdyby w grudniu 1988 r. pierwszy i najważniejszy Komitet Obywatelski zakrzyknął do takich jak ja - organizujcie się w komitetach, a nie tylko róbcie nam komitety wyborcze. Ach, a te komitety z powodu takiego a nie innego doboru kandydatów, to były takie jak napisałem - służyły tym odgórnie namaszczonym - ale przecież często i zarazem przez nas kochanym.
Czy nie ma uczciwej historii? Ależ jest, ja tylko napisałem o wykorzystywaniu jej przez polityków i różnych ideologów, którzy, niestety, potrafią też uwieść zawodowych historyków (myślę o tych o skłonnościach endeckich). To oni rzutują na pojmowanie przez społeczeństwo ideii "S". Dobre książki są w małych nakładach, a dobre naukowe książki nie są do czytania dla przeciętnego czytelnika (co dziwne, amerykańskie dobre naukowe książki są zrozumiałe podobno dla każdego czytelnika, u nas historycy piszą naukowym slangiem). Historię tworzą więc politycy i publicyści.
Piszę w lubczasopismach
-
15.02.2011 14:18
-
31.01.2011 15:27
-
22.01.2011 18:21
-
20.01.2011 23:46
Ostatnie notki
-
Kropka
13.10.2011 10:39 47 -
Goń się, Jankes
Mam chwilowo dość twojej polityki w s24. Nie ma dnia, żeby jakiś śmieć nie powiesił posta oblewającego mnie...
02.02.2011 17:08 205 -
Zdążyli
Być może był to pierwszy przejaw buntu wobec władzy, o jakim marzy opozycja. Miejscem buntu byłaby drukarnia rządowa....
01.02.2011 19:25 17
Moje ostatnie komentarze
-
@wzusiech Już rozumiem, z kim mam do czynienia. Przerost ambicji. Żegnam.
02.02.2011 16:47
-
@Ufka Wy, Kutz? Wy, Pilch? Czy też szerzej adresujesz to oburzenie? Bo jakoś nie...
01.02.2011 21:38
-
@wzusiech 1. Na pański komentarz odpowiedziałem - przeoczenie wytyka mi pan słusznie,...
01.02.2011 21:35
-
@hubert Tak, jak stanowi art. 1 ust. 3.
01.02.2011 21:33
-
@wzusiech 1. Dziękuję za zwrócenie uwagi na przeoczony przeze mnie fragment art. 4....
01.02.2011 21:33
Aktywne dyskusje
-
Kropka
komentarze: 47ostatnio: ENTEFUHRER
-
Goń się, Jankes
komentarze: 205ostatnio: SOWINIEC
-
What the f*?
komentarze: 100ostatnio: ENTEFUHRER
-
Kwota - finał
komentarze: 29ostatnio: PIOTRUŚPAN
-
Zdążyli
komentarze: 17ostatnio: KRZYSZTOF LESKI
Archiwum postów
| « | Maj 2012 | |||||
| Pn | Wt | Śr | Cz | Pt | So | Nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | |
| 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||








