Cóż za urocze poniedziałkowe przedpołudnie na Rozbrat! Dawno mnie tu nie było, bo SLD dawno nie podejmował istotnych dla mediów decyzji, a jeżeli już, to na szczeblu klubu sejmowego i w gmachu Sejmu. Dziś w ponurym gmachu SLD obraduje Rada Programowa LiDu, a media czemuś sobie ubzdurały, że tu i teraz zapadną decyzje o listach wyborczych.

Gremium wprawdzie nie to (rzecz jest w kompetencji Komitetu Politycznego) i czas nie ten: ani terminu wyborów nie ma, ani nawet pewności, że się one tej jesieni odbędą. Co najwyżej pogadają o zasadach i ogólnych proporcjach. Nie ujawnią nam zaś nawet tego, co uzgodnią. Za pożywkę starczyć będzie musiało kilka okrągłych zdań - Wojciecha Olejniczaka, że każdy partner - mainstream czy przystawka - będzie traktowany sprawiedliwie, i Aleksandra Kwaśniewskiego, że nie listy są ważne, lecz program, a ten sprawi, że wyborcy rzucą się na listy LiDu jak na ciepłe bułeczki. Albo odwrotnie, to znaczy Kwaśniewski powie o równości, a Olejniczak o programie. Ale gdybym miał się zakładać, stawiałbym na pierwszą wersję.

Skądś poszła plotka, że sam Kwaśniewski chce kandydować. Wątpię. Na wszelki wypadek go zagadnąłem. Nie zamierzam, odparł. Myślę, że w tej mierze nie ściemnia.

Większość LiDu do wyborów wydaje się jednak podchodzić dość poważnie. Olejniczak, Kwaśniewski, a takży Jerzy Szmajdziński (SLD), Izabela Jaruga-Nowacka (Unia Pracy) i Marek Borowski (SDPL) zjawili się parę minut przed czasem i zniknęli w świetnie sobie znanych wnętrzach budynku. Tylko Demokratów.pl widać nie było. Już myslałem, że Januszowi Onyszkiewiczowi zepsuł się rower, gdy z niemal półgodzinnym poślizgiem pod gmach zajechał srebrny mercedes.

Model 190, rocznik na oko 1985 (kto pamięta, do kiedy produkowano tę kanciastą 190-tkę?), auto warte pewnie tyle, co lusterko boczne służbowej bryki Olejniczaka. Z siedzenia pasażera z lekkim stękiem wygramolił się Jan Lityński. - Ile lat ma to pudło? - zagadnąłem neutralnie. - Nie wiem, nie moje - odparł. - A czemu się spóźniłeś?

Lit spojrzał na mnie jak na wariata. Powinienem pamiętać: on nie liczy czasu w minutach, lecz w tygodniach. Gdy w epoce podziemia Tygodnik Mazowsze zamawiał u niego tekst, średni czas oczekiwania wynosił miesiąc.

I co to ja chciałem powiedzieć? Ach - że niczego tu się dziś nie dowiemy. Konferencja prasowa, zapowiedziana na pierwszą, będzie pewnie równie ogólnikowa, jak teoretycznie znacznie bardziej sensacyjny występ Janusza Kaczmarka w Sejmie o drugiej. O ile w ogóle do niego dojdzie.